środa, 11 lipca 2012

Rozdział 4

Elena obudziła się rankiem w dziwnym, zimnym i nieznajomym miejscu na lodowym łożu z białej futrzanej pościeli. Rozejrzała się wokoło i przypomniała sobie swoją karę. Szybko stwierdziła, że jest zimno i skoczyła do ogromnej szafy po jakiś ciepły strój. O dziwo ujrzała, że są w niej jedynie futra i skóry. Jedyne buty jakie znalazła to kilka par przeróżnych kozaków. Wybrała najcieplejsze części garderoby jakie znalazła i położyła się pod futrem mówiąc do siebie: - Co ja zrobiłam, teraz będę tutaj marznąć kilkaset lat, bo nikt mnie nie znajdzie. - Po czym zaczęła cicho szlochać, lecz od razu postanowiła być twarda i stwierdziła, że łzy jej zamarzną. Po długim czasie zasnęła rozmyślając o jej przyszłym wybawcy. Z łoża ponownie wstała następnego dnia. Postanowiła zwiedzić pałac, który na pewno był ogromny. Schodząc po wielkich lodowych schodach uważała, aby się nie poślizgnąć i nie skończyć ze złamanym kręgosłupem. Po dość długim czasie, znalazła się na dole. Odszukała kuchnię i przygotowała gorącą herbatę oraz kanapki z twarożkiem. Zdziwiła się, że chleb był świeży, a z kranu płynęła nie zamarznięta woda. Nagle ujrzała postać Bernarda, przyglądała się jemu, a po chwili on przemówił:
-W pałacu jest coraz cieplej bo twoje serce odmarza. Im bardziej zrozumiesz swoje błędy, tym mniej zmarzniesz.
-A ty co tutaj robisz? Zachciało Ci się zlitować nad biedną dziewczyną zamkniętą w pałacu?
- Nie jesteś tutaj zamknięta, możesz wychodzić, lecz zapamiętaj- tam zawsze jest zimno, bez względu na stan twojego serca, a po drugie nie możesz przekroczyć wody.
-To mam spory teren, mogę poszukać stacji badawczej i się stąd wyrwać...
-Jeszcze jedna zasada, jesteś widoczna tylko w dwóch sytuacjach. Jeżeli potencjalny wybawca ma czyste serce, a na dodatek widać Cię tylko w zamku.
-Ciut sporo tych zasad, nie uważasz?
-Muszę już iść, jeśli ktoś by pytał- nie było mnie tu.
-Pocze...
Bernard zniknął, Elena krzyknęła natomiast że przydałyby się jej świeże kwiaty, aby sprawdzić czy jej nowy pomysł zadziała. Nagle na stole pojawił się wazon z kwiatami.
-Dzięki! -Krzyknęła uradowana i postanowiła spróbować jeszcze raz.
-Hmm, system ogrzewania, TV 45 cali, kanapa z dużą ilością poduszek, zasłony do okien w kolorze białego wina, jakiś dywan, panele, drewniane schody, wygodne łóżko, kuchenka mikrofalowa, laptop, gitara elektryczna, ogród z basenem, nowa garderoba i tyle chyba wystarczy.
Wszystko co wykrzyczała pojawiło się. Uśmiechnięta poszła zrobić popcorn po czym włączyła ciekawy film dokumentalny o zwyczajach żywieniowych wielorybów.
-Jeśli już tu siedzieć to nauczyć się czegoś pożytecznego. -Powiedziała do siebie zadowolona królowa.
W międzyczasie "na górze" trwała głośna dyskusja.
-Bernardzie! Jak mogłeś jej dać to wszystko? Ma się czuć jak w więzieniu, a nie swoim pałacu. -krzyczał wściekły Joseph.
-A jeśli będziemy jej potrzebować, co wtedy?
-Po co nam ona? Nie bądź głupi, zostanie tam na zawsze. A jej moc mamy my.
-Ta moc jest podzielona na trzy części. Więc...
-Więc musimy trzymać się razem. Jeśli jeszcze raz złamiesz zasady to zabiorę Ci twoją część mocy i wyrzucę Cię zbity pysk. Zrozumiano?
-Dlaczego ty rządzisz, a nie ja? Jesteśmy równi więc powinniśmy rządzić wspólnie.
-Bo ty masz zbyt miękkie serce, a poza tym Faustyn chce bym ja władał? Nie prawdaż?
-Jaaa? Oczyyywiście żeeee takkk. -Wyjąkał przestraszony sytuacją Faustyn.
-Twoje serce natomiast jest zbyt twarde, czyż nie za to ukaraliśmy Elenę?
-Nie, ukaraliśmy ją po to, żeby zająć jej miejsce.
-Co byś zrobił gdyby ktoś się o tym dowiedział? Albo lepiej, gdyby królowa odzyskała moc?
-Zapomnij, bo przysięgam, że Cię zabije...

wtorek, 10 lipca 2012

Rozdział 3

-Witaj Wasza Wysokość, zaprosiliśmy Ciebie tutaj aby... - powiedział Joseph.
-Wiem po co, chcecie mnie ukarać. - Powiedziała cynicznie Elena.
-Skąd to wiesz moja droga?
-Pamiętaj, ściany mają uszy... - zmieniła ton na szept.
-Dość! - Wściekły krzyknął Faustyn.
-Słuchaj Elen, musimy Cię ukarać, nie mamy wyjścia...
-Za co niby? Macie jakiś dowód, że zrobiłam coś złego? Aaa. macie..... - Przerwała Bernardowi, po czym sama odpowiedziała na swoje pytanie.
-Mamy kulę, nie wiesz?
-Tak, ale ja mam moc podglądania różnych istot.
-Ale rzadko jej używasz bo to męczące?
-Strzał w dziesiątkę, no może dziewiątkę.
-Więc, kara polega na tym, iż zabierzemy Ci wszystkie moce oprócz nieśmiertelności, wyślemy Cię do lodowego pałacu na Biegunie Południowym na Ziemi lecz będą Cię widzieć tylko ludzie o czystym sercu. Kara się zakończy gdy ktoś się w Tobie zakocha z wzajemnością, czym pokarzesz, że jesteś zdolna kochać i szanować. Wszystko rozumiesz?
-Zaraz, co? Jak ktoś ma się we mnie zakochać ktoś o czystym sercu i to w dodatku na Biegunie? Tam nie ma ludzi!
-Przykro mi, już postanowione. - Po czym wszyscy troje na znak Josepha wyciągnęli ręce do przodu w stronę królowej. Z ich dłoni zaczęło wydzielać się światło. Skierowali je na skołowaną Elenę po czym ona zniknęła.


piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 2

 Późnym południem Elena obudziła się w ogrodzie i ziewnęła leniwie. Rozmyślając o sobie i swojej nowej umiejętności kłamstwa podążała powoli do sali tronowej. Gdy już tam dotarła postanowiła wezwać lokaja.
-Służba! -krzyknęła donośnie, ale zjawiły się tylko sprzątaczki i pomoce kuchenne.
Więc Maurycy nie zatrudnił nikogo na swoje miejsce...- pomyślała.
Najwyższa pora przyjąć kilka istot i mieć spokój.
-Wejść!- krzyknęła ponownie po czym przed nią zjawił się ogromny i cuchnący ogr.
-Stań trochę dalej. -powiedziała czując zapach poddanego.
-Tak może być?- zapytał zielony stwór.
-Ujdzie, więc jaką masz sprawę?
-Na bagnach nimfy posadziły kwiatki i twierdzą, że nie umiemy urządzić ładnie swojego planu astralnego.
Królowa leniwie machnęła ręką i powiedziała:
-Kwiatki zwiędły, może być?
-A mogę zrobić dowcip tym szczęśliwym stworom?
-Oczywiście, tylko szybko. Żegnam.
-Dziękuje, jesteś Pani wspaniała.
Świetnie mi poszło. Pora na następnego i idę odpocząć.
-Następny!- krzyknęła swoim cienkim głosem.
-Dzień dobry Wasza Wysokość.
-Miło mi cię widzieć kimkolwiek jesteś.
-Jestem duchem. Zamordował mnie mężczyzna który uciekł z więzienia. Nie został złapany. Czy Pani mogłaby się na nim zemścić lub zrobić coś, aby już nikogo nie skrzywdził?
-Już się robi. Po czym zacisnęła pięść i dokończyła swoją wypowiedź.
-Zginął i na pewno trafi do piekła. Jeśli chcesz to go odwiedź.
-Jest pani wspaniała!
-O tak. Dobrze o tym wiem...
W tym samym czasie w pomieszczeniu wypełnionymi białymi obłokami trzech starych i spokojnych mężczyzn wpatrywało się w ogromną szklaną kulę z niedowierzaniem.
-Jak ona mogła kogoś zabić?- zapytał najwyższy z nich.
-To postępowanie nie godne królowej!- krzyknął lekko poddenerwowany drugi.
-Zajrzyjmy do jej serca. Może zostało w nim choć trochę dobroci.- odpowiedział dźwięcznym głosem trzeci staruszek.
-Tak jak się spodziewałem. Jej serce prawie całkiem zamarzło z powodu braku okazywania uczuć.
-Co teraz zrobimy?
-Powinniśmy zatrzymać ten proces i jednocześnie ukarać ją.- powiedział spokojnie trzeci.
Po chwili ciszy jeden z nich krzyknął:
-Mam, mam, mam pomysł!
-Jaki?- szybko zareagował drugi.
-Zamknijmy ją w lodowym pałacu za karę i odbierzmy jej moc. Odzyska ją dopiero gdy ktoś ją pokocha. Wtedy tu wróci i powinna być taka jak dawniej.
-Ale to może trwać wieczność!
-No właśnie... Jej nie będzie to kto zajmie jej miejsce?
-Oczywiście że my!
-Proponuję zbudować ten pałac na ziemi. Może na... biegunie południowym!
-Świetny pomysł!


Trochę drętwy początek rozdziału. Następny może będzie napisany lepiej. Historia ogólnie powinna być ciekawa. 

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział1

 Życie jest nie sprawiedliwe, jestem królową, a nie mogę mieć tego wszystkiego czego chcę. Czyli spokoju. Ktoś powinien się wreszcie zatroszczyć o moje potrzeby. Ciągle pomagam innym żałosnym istotą, które nie radzą sobie z własnym życiem. Dlaczego ja? Nie ma na całym świecie bardziej nudnego zajęcia. Mam dzisiaj dużo problemów do rozwiązania. Jak można się kłócić o kilka magicznych przedmiotów w taki sposób. Jak ktoś nie potrafi rozwiązać konfliktu z inną osobą to powinien iść do sądu, a nie do mnie. Ups, paznokieć mi się złamał.
-Sługa, wyczaruj mi jakiś ładny nowy manicure i ten złamany paznokieć ma być cały! Tylko szybko, nie mam wieczności! Haha, mam, ale nie będę jej poświęcać na malowanie paznokci!
-Jaki wzór Wasza Wysokość sobie życzy?- powiedział lekko zmieszany mężczyzna we fraku.
-Obojętne, jakiś gustowny, tylko z jakimś neonowym kolorem!
-Już się robi Wasza Wysokość!- po czym położył rękę nad dłonią królowej. Pojawiło się światło. Sługa zabrał rękę i paznokcie były gotowe.
-Wasza Wysokość, mogę się już oddalić na spoczynek?
-Poczekaj, zrób jeszcze coś z częścią kolejki do sali tronowej.
-Ale co?
-Mnie się pytasz? Ty jesteś służącym. Teleportuj gdzieś ich. Może na cmentarz, ale się przestraszą.- po czym uśmiechnęła się złowrogo i zaczęła podążać w stronę ogrodu.
-Pani, dlaczego ty tego nie zrobisz, twoja moc jest dużo większa od mojej.- Powiedział Maurycy zatrzymując tym samym zgrabnie idącą kobietę.
-Ponieważ ja tutaj jestem od rozkazywania, a ty od wykonywania rozkazów. Jeszcze raz takie pytanie, a wylatujesz. Zrozumiano? - Powiedziała wściekła Elen.
-Oczywiście.
-Aaa, i niech nikt mi nie przeszkadza przez najbliższe... kilka godzin. Rozumiemy się?
-Oczywiście.- Powtórzył po raz kolejny zmartwiony i zmęczony mężczyzna.
Jak ona może być tak bezduszna? Jeszcze niedawno była uosobieniem dobra. To na jej prośbę Ci ludzie przychodzą do niej. Chciała mieć kontakt z ludem. Nie wiem jak, ale wszystko się zmieniło. Dlaczego akurat miejsce pochówku i to w dodatku na ziemi. Gdy jakiś żałobnik spotka przy grobie ukochanej osoby gromadkę ogrów i trolli to nie będzie mu wesoło. Trudno, muszę wykonywać rozkazy. - Po czym spora część tłumu ustawionego przy drzwiach frontowych zniknęła. -Wreszcie mogę odpocząć.- Powiedział mężczyzna we fraku i z muszką po czym udał się do swojej sypialni.
Po pewnym czasie w sali tronowej podniósł się wściekły dźwięk. Nagle pojawił się Bernard. Dowiedziawszy się o poczynaniach Eleny od biednych stworzeń wysłanych na cmentarz postanowił ją ukarać, ale najpierw musi ją znaleźć w tym ogromnym pałacu.
-Maurycy, gdzie jest twoja pani?- Wykrzyczał wściekłym tonem po czym na czole lokaja pojawiło się kilka kropel potu. Szybko wytarł je chusteczką.
-Nie..nie wolno jej tter..aaaz przzeszkaaadzać. - Wyjąkał przestraszony służący.
-Wiesz kim jestem? Mi zawsze wolno przeszkadzać każdemu. Więc jeszcze raz pytam: gdzie ona jest?
-W ogrodzie, tylko proszę się uspokoić.
-Masz rację, dziękuję.
Po chwili spędzonej w ogromnych korytarzach pałacu Bernard znalazł ogród. Widząc Elenę opalającą się na leżaku tuż przy krzaku różanym zaczął podziwiać jej urodę. Jednak szybko się opamiętał i przypomniał sobie po co się tutaj zjawił.
-Elena!
-Ooo, kogo moje oczy widzą, Bernard. Co cię sprowadza w moje skromne progi?
-Nie takie skromne... Do rzeczy. Dostałem kilka skarg od trolli i nimf. Przeniosłaś ich na cmentarz. Wiesz, że tam zwykle czają się demony. To niebezpieczne.
-Poczekaj. Że niby ja miałabym zrobić coś takiego? Za kogo ty mnie masz?
-Według nich to ty widziałaś że dużo osób ma do ciebie sprawę i postanowiłaś się pozbyć części.
-Aaaaa, to pewnie znowu Maurycy jest nadgorliwy. Mówiłam, że nikt ma mi nie przeszkadzać to pozbył się ludzi czekających na audiencję. No popatrz jak trudno dziś o kompetentną służbę...
-Na pewno tak było?
-Nie mam z tym nic wspólnego. Przysięgam. A teraz pozwól, że będę korzystać z zasłużonego odpoczynku.
-Tylko proszę, zwolnij Maurycego i dopilnuj by coś takiego już się nie powtórzyło.
-Tak, jasne.
Co on sobie myśli? Że może mnie oskarżać o całe zło tego świata? To jego praca, ale mógłby MI KRÓLOWEJ dać spokój. Szkoda tylko że Maurycy musi wylecieć. Znowu muszę szukać nowego majordomusa. Nieźle mi poszło ze starszym, może następnym razem wyjdzie bardziej naturalnie.
-Maurycy!!
-Tak Pani?
-Jesteś zwolniony, przykro mi. A, zapomniałabym, zanim odejdziesz znajdź kogoś na swoje miejsce. Dziękuję i żegnam.
-Zwolniony? Ale za co?
-Przeniosłeś tych niewinnych i przestraszonych poddanych na cmentarz. Jak mogłeś?
-Wasza Wysokość sama mi rozkazała i...
-Cisza! Nie kłam. Idź już. Po odprawę zgłoś się do... do tego kto Cie zatrudnił. Do widzenia!
-Do widzenia. -Odszedł ze spuszczoną głową powtarzając w ciszy do siebie że znowu będzie bezrobotny.
Wiedziałam że patrzą teraz do kuli czy mówiłam prawdę. Wyrabiam się. Niedługo wmówię mu że jest kobietą i uwierzy, hehe. Słońce dziś wyjątkowo praży. Pora trochę je przysłonić delikatnymi chmurkami. Po czym podniosła nisko dłoń i na niebie pojawiły się drobne chmurki. Brakuje tylko trochę wiatru. Tym razem znów podniosła dłoń i poczuła wiatr. -Jesteś świetna. Powiedziała do siebie i zamknęła oczy kładąc się na leżaku i rozmyślając o tym co na siebie założy po drzemce.


To dopiero początek, ale mam nadzieję że jest ciekawy. Kolejny rozdział dodam najpóźniej jutro o 23.00. Zawsze lubiłam fantastykę w książkach. To chyba jednak nie jest tak popularna kategoria jak romanse i horrory.

Bohaterowie

Elena- jest nieśmiertelną, piękną i inteligentną panią wszystkiego. To ona włada ziemią, duchami, elfami, wampirami i wieloma innymi światami. To wszystko osiągnęła dzięki poświęceniu rodziców, którzy oddali własne życia by ona mogła być tym kim jest. Postać ta często bywa zagubiona i ma ostry charakter. Jest również bardzo wrażliwa i kocha dzieci. Nie ma szczęścia w życiu, los ciągle podrzuca jej kłody pod nogi. Czy kiedyś będzie szczęśliwa na zawsze?

Ricardo- śmiertelnik, bogaty, skromny lekkoduch. Uwielbia podróżować, nie potrafi długo zostać w jednym miejscu, czasem znajduje ciekawą i nie nudną pracę dla rozrywki lecz szybko ją porzuca i wyjeżdża w inne miejsce. Urodził i wychował się w Hiszpanii. Jego rodzice zginęli w katastrofie lotniczej zostawiając mu wielki majątek. Zajęli się nim ciocia i wujek. Zostawił rodzinną firmę pod opiekę kuzynowi, który przekazuje mu część zysków.

Tomm- śmiertelnik, nie zbyt bogaty, miły, czasem impulsywny i nie rozważny. Jego ojczyzną jest Wielka Brytania. Z zawodu jest asystentem dyrektora działu marketingu w biurze podróży. Nigdy się nie wyprowadził z domu rodziców. Planuje wycieczkę życia na biegun południowy.

Luca- anioł w średnim wieku. Urodził się i zginął we Włoszech. Swoje życie po życiu poświęcił wychowaniu Eleny na dobrą kobietę i władczynię. Traktuje ją jak córkę, której nigdy nie miał. Stara się dbać o nią i zawsze wie lepiej co dla niej lepsze. Bardzo często ma rację.

Marina i Kate- przyjaciółki Eleny z magicznej szkoły. We trzy lubiły robić psikusy różnym istotą. Są bardzo zżyte choć nie mają już dla siebie dużo czasu. Dziewczyny ustaliły, że nie ważne jak często się będą widywać to nic się między nimi nie zmieni. Marina jest spokojna i rozsądna, zawsze potrafi dobrze doradzić, natomiast Kate jest jej przeciwieństwem.

Nick- duch, przyjaciel Eleny. Z czasem zakochuje się w niej i zdobywa demoniczną moc dzięki której przejmuje nad nią kontrolę.Wsparł przyjaciółkę w trudnych chwilach.

Matt- sześcioletni chłopiec który umarł razem ze starszym bratem. Zostali potrąceni przez autobus wracając ze szkoły. Został aniołem. Jego brat zginął już jako anioł z rąk demona.

Silvester- kuzyn Ricarda, zawsze zazdrościł mu wszystkiego, zajmuje się jego firmą. Planuje jak przejąć cały majątek i pozbyć się kuzyna. Nie jest zbyt inteligentny i jego pomysły okazują się marne. Jako prezes radzi sobie tylko dzięki pomocy wiernej asystentki Charlotte.

Miranda i Patrick- rodzice Silvestra, opiekowali się Ricardem i traktują go jak drugiego syna. Są dobrzy i nie ma dla nich nic ważniejszego niż rodzina.

Bernard, Faustyn i Joseph- są sędziami i pilnują porządku na świecie oraz skuteczności osób rządzących. Zachwycają się urodą królowej lecz nie lubią Eleny z powodu zazdrości i ciągle znajdują jakiś pretekst by ją ukarać lub zrobić jej na złość. Elena nie wie co o niej myślą i uważa, że zawsze są po jej stronie.

Charlotte- kobieta szczera i rodzinna. Jest asystentką Silvestra. Tak naprawdę to dzięki niej firma jeszcze nie zbankrutowała. W pewnej chwili zakochuję się w jednym z głównych bohaterów z wzajemnością. Przez tą miłość zmienia się i dowiadując się o magii postanawia za wszelką cenę przejąć miejsce Eleny.
         
Pozostałe postacie:
Różni ludzie, anioły, diabły, demony, elfy, wampiry, trolle, ogry, duchy i wieeele innych.

Powitanie!

Witam wszystkich moich przyszłych czytelników. Na tym blogu będą pojawiać się rozdziały pewnego opowiadania. Opowiadanie to powstawało w mojej głowie z nudów podczas nudnych zajęć typu lekcje, sprzątanie itp. Może ta historia nie koniecznie ma sens i sama sobie zaprzecza, ale w moich myślach doszłam już daleko i nie wiem czy dokładnie pamiętam początek. Postanowiłam zapisać to opowiadanie bo powoli tracę wątki początkowe. Mam nadzieję, że spodobają Wam się pierwsze rozdziały i będziecie mieć ochotę czytać dalej.