-Witaj Wasza Wysokość, zaprosiliśmy Ciebie tutaj aby... - powiedział Joseph.
-Wiem po co, chcecie mnie ukarać. - Powiedziała cynicznie Elena.
-Skąd to wiesz moja droga?
-Pamiętaj, ściany mają uszy... - zmieniła ton na szept.
-Dość! - Wściekły krzyknął Faustyn.
-Słuchaj Elen, musimy Cię ukarać, nie mamy wyjścia...
-Za co niby? Macie jakiś dowód, że zrobiłam coś złego? Aaa. macie..... - Przerwała Bernardowi, po czym sama odpowiedziała na swoje pytanie.
-Mamy kulę, nie wiesz?
-Tak, ale ja mam moc podglądania różnych istot.
-Ale rzadko jej używasz bo to męczące?
-Strzał w dziesiątkę, no może dziewiątkę.
-Więc, kara polega na tym, iż zabierzemy Ci wszystkie moce oprócz nieśmiertelności, wyślemy Cię do lodowego pałacu na Biegunie Południowym na Ziemi lecz będą Cię widzieć tylko ludzie o czystym sercu. Kara się zakończy gdy ktoś się w Tobie zakocha z wzajemnością, czym pokarzesz, że jesteś zdolna kochać i szanować. Wszystko rozumiesz?
-Zaraz, co? Jak ktoś ma się we mnie zakochać ktoś o czystym sercu i to w dodatku na Biegunie? Tam nie ma ludzi!
-Przykro mi, już postanowione. - Po czym wszyscy troje na znak Josepha wyciągnęli ręce do przodu w stronę królowej. Z ich dłoni zaczęło wydzielać się światło. Skierowali je na skołowaną Elenę po czym ona zniknęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz