czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział1

 Życie jest nie sprawiedliwe, jestem królową, a nie mogę mieć tego wszystkiego czego chcę. Czyli spokoju. Ktoś powinien się wreszcie zatroszczyć o moje potrzeby. Ciągle pomagam innym żałosnym istotą, które nie radzą sobie z własnym życiem. Dlaczego ja? Nie ma na całym świecie bardziej nudnego zajęcia. Mam dzisiaj dużo problemów do rozwiązania. Jak można się kłócić o kilka magicznych przedmiotów w taki sposób. Jak ktoś nie potrafi rozwiązać konfliktu z inną osobą to powinien iść do sądu, a nie do mnie. Ups, paznokieć mi się złamał.
-Sługa, wyczaruj mi jakiś ładny nowy manicure i ten złamany paznokieć ma być cały! Tylko szybko, nie mam wieczności! Haha, mam, ale nie będę jej poświęcać na malowanie paznokci!
-Jaki wzór Wasza Wysokość sobie życzy?- powiedział lekko zmieszany mężczyzna we fraku.
-Obojętne, jakiś gustowny, tylko z jakimś neonowym kolorem!
-Już się robi Wasza Wysokość!- po czym położył rękę nad dłonią królowej. Pojawiło się światło. Sługa zabrał rękę i paznokcie były gotowe.
-Wasza Wysokość, mogę się już oddalić na spoczynek?
-Poczekaj, zrób jeszcze coś z częścią kolejki do sali tronowej.
-Ale co?
-Mnie się pytasz? Ty jesteś służącym. Teleportuj gdzieś ich. Może na cmentarz, ale się przestraszą.- po czym uśmiechnęła się złowrogo i zaczęła podążać w stronę ogrodu.
-Pani, dlaczego ty tego nie zrobisz, twoja moc jest dużo większa od mojej.- Powiedział Maurycy zatrzymując tym samym zgrabnie idącą kobietę.
-Ponieważ ja tutaj jestem od rozkazywania, a ty od wykonywania rozkazów. Jeszcze raz takie pytanie, a wylatujesz. Zrozumiano? - Powiedziała wściekła Elen.
-Oczywiście.
-Aaa, i niech nikt mi nie przeszkadza przez najbliższe... kilka godzin. Rozumiemy się?
-Oczywiście.- Powtórzył po raz kolejny zmartwiony i zmęczony mężczyzna.
Jak ona może być tak bezduszna? Jeszcze niedawno była uosobieniem dobra. To na jej prośbę Ci ludzie przychodzą do niej. Chciała mieć kontakt z ludem. Nie wiem jak, ale wszystko się zmieniło. Dlaczego akurat miejsce pochówku i to w dodatku na ziemi. Gdy jakiś żałobnik spotka przy grobie ukochanej osoby gromadkę ogrów i trolli to nie będzie mu wesoło. Trudno, muszę wykonywać rozkazy. - Po czym spora część tłumu ustawionego przy drzwiach frontowych zniknęła. -Wreszcie mogę odpocząć.- Powiedział mężczyzna we fraku i z muszką po czym udał się do swojej sypialni.
Po pewnym czasie w sali tronowej podniósł się wściekły dźwięk. Nagle pojawił się Bernard. Dowiedziawszy się o poczynaniach Eleny od biednych stworzeń wysłanych na cmentarz postanowił ją ukarać, ale najpierw musi ją znaleźć w tym ogromnym pałacu.
-Maurycy, gdzie jest twoja pani?- Wykrzyczał wściekłym tonem po czym na czole lokaja pojawiło się kilka kropel potu. Szybko wytarł je chusteczką.
-Nie..nie wolno jej tter..aaaz przzeszkaaadzać. - Wyjąkał przestraszony służący.
-Wiesz kim jestem? Mi zawsze wolno przeszkadzać każdemu. Więc jeszcze raz pytam: gdzie ona jest?
-W ogrodzie, tylko proszę się uspokoić.
-Masz rację, dziękuję.
Po chwili spędzonej w ogromnych korytarzach pałacu Bernard znalazł ogród. Widząc Elenę opalającą się na leżaku tuż przy krzaku różanym zaczął podziwiać jej urodę. Jednak szybko się opamiętał i przypomniał sobie po co się tutaj zjawił.
-Elena!
-Ooo, kogo moje oczy widzą, Bernard. Co cię sprowadza w moje skromne progi?
-Nie takie skromne... Do rzeczy. Dostałem kilka skarg od trolli i nimf. Przeniosłaś ich na cmentarz. Wiesz, że tam zwykle czają się demony. To niebezpieczne.
-Poczekaj. Że niby ja miałabym zrobić coś takiego? Za kogo ty mnie masz?
-Według nich to ty widziałaś że dużo osób ma do ciebie sprawę i postanowiłaś się pozbyć części.
-Aaaaa, to pewnie znowu Maurycy jest nadgorliwy. Mówiłam, że nikt ma mi nie przeszkadzać to pozbył się ludzi czekających na audiencję. No popatrz jak trudno dziś o kompetentną służbę...
-Na pewno tak było?
-Nie mam z tym nic wspólnego. Przysięgam. A teraz pozwól, że będę korzystać z zasłużonego odpoczynku.
-Tylko proszę, zwolnij Maurycego i dopilnuj by coś takiego już się nie powtórzyło.
-Tak, jasne.
Co on sobie myśli? Że może mnie oskarżać o całe zło tego świata? To jego praca, ale mógłby MI KRÓLOWEJ dać spokój. Szkoda tylko że Maurycy musi wylecieć. Znowu muszę szukać nowego majordomusa. Nieźle mi poszło ze starszym, może następnym razem wyjdzie bardziej naturalnie.
-Maurycy!!
-Tak Pani?
-Jesteś zwolniony, przykro mi. A, zapomniałabym, zanim odejdziesz znajdź kogoś na swoje miejsce. Dziękuję i żegnam.
-Zwolniony? Ale za co?
-Przeniosłeś tych niewinnych i przestraszonych poddanych na cmentarz. Jak mogłeś?
-Wasza Wysokość sama mi rozkazała i...
-Cisza! Nie kłam. Idź już. Po odprawę zgłoś się do... do tego kto Cie zatrudnił. Do widzenia!
-Do widzenia. -Odszedł ze spuszczoną głową powtarzając w ciszy do siebie że znowu będzie bezrobotny.
Wiedziałam że patrzą teraz do kuli czy mówiłam prawdę. Wyrabiam się. Niedługo wmówię mu że jest kobietą i uwierzy, hehe. Słońce dziś wyjątkowo praży. Pora trochę je przysłonić delikatnymi chmurkami. Po czym podniosła nisko dłoń i na niebie pojawiły się drobne chmurki. Brakuje tylko trochę wiatru. Tym razem znów podniosła dłoń i poczuła wiatr. -Jesteś świetna. Powiedziała do siebie i zamknęła oczy kładąc się na leżaku i rozmyślając o tym co na siebie założy po drzemce.


To dopiero początek, ale mam nadzieję że jest ciekawy. Kolejny rozdział dodam najpóźniej jutro o 23.00. Zawsze lubiłam fantastykę w książkach. To chyba jednak nie jest tak popularna kategoria jak romanse i horrory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz